Informatyzacja rejestrów publicznych zagraża naszej prywatności, 15.02.2012 r.
| Podmiot udostępniający: | Zespół Rzecznika Prasowego Biura GIODO | |
| Wytworzył informację: | Małgorzata Kałużyńska-Jasak | 2012-02-24 |
| Wprowadził‚ informację: | Robert Czapski | 2012-02-24 10:41:14 |
| Ostatnio modyfikował: | Rafał Kreusch | 2013-11-28 12:56:59 |
Przetwarzanie danych osobowych przez państwo, szczególnie w dobie rozwoju nowoczesnych technologii, rodzi wiele istotnych problemów.
Jednym z poważniejszych jest to, że dążąc do tego, by organom władzy publicznej nie trzeba było podawać tych samych danych wielokrotnie, przyczyniamy się do tworzenia systemów informatycznych, dzięki którym dane zgromadzone w rejestrach publicznych swobodnie między nimi przepływają. To doprowadza do sytuacji, w których urzędnicy - w ramach swoich uprawnień - mogą korzystać z wielu źródeł informacyjnych, zdobywając dane na swoje potrzeby. Co do zasady, ta idea nie jest zła, ale w praktyce niesie ze sobą poważne zagrożenia dla naszej prywatności.
– Gdy konkretny urząd otrzymuje dostęp do jakiegoś rejestru, to zazwyczaj jest to dostęp do całej jego zawartości, a nie tylko do potrzebnej danej. A jeśli systemy i rejestry są połączone, to wiemy, że potencjalnie jest gdzieś taka osoba w państwie, która może dotrzeć do wszystkich tych zasobów z jednego komputera – mówił dr Wojciech Rafał Wiewiórowski, Generalny Inspektor Ochrony Danych Osobowych (GIODO) w czasie wywiadu udzielonego redaktor Annie Mazgal z „Przekroju”, wyjaśniając istotę problemu. – Nie twierdzę, że nie ma potrzeby nadania komuś takich uprawnień. Ale chciałbym wiedzieć dokładnie, kto to jest i kto go kontroluje. Do tej pory najskuteczniejszym strażnikiem naszych danych gromadzonych przez administrację publiczną był chaos. Teraz jednak systemy informacji i rejestry są porządkowane i systematyzowane. To konieczne, tyle tylko, że jedynymi osobami, które wiedzą, co w którym systemie się znajduje, nie są prawodawcy ani urzędnicy, tylko informatycy i autorzy algorytmów. Chciałbym wiedzieć, kto tych ludzi zatrudnia i czy państwo wie, jakie systemy informacyjne posiada i jak są one połączone. A także, kto jest „odźwiernym” rozdającym urzędnikom uprawnienia dostępu – dodał.
GIODO wskazywał, że sprawę dodatkowo komplikuje wejście w życie nowych przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej, które wdrażają unijne zasady dotyczące ponownego wykorzystania informacji pochodzących z sektora publicznego. W czasie rozmowy wyjaśniał, dlaczego tak się dzieje.
Wywiad był także okazją do poruszenia wielu innych wątków, m.in. naszego bezpieczeństwa w sieci, nowej polityki prywatności Google, a także tzw. konwencji ACTA.



