Lustracja - Pikantne informacje z teczek nie do utajnienia
| Podmiot udostępniający: | Zespół Rzecznika Prasowego Biura GIODO | |
| Wytworzył informację: | Rzeczpospolita | 2007-07-19 |
| Wprowadził‚ informację: | 2007-07-19 12:49:07 | |
| Ostatnio modyfikował: | Robert Czapski | 2013-11-28 12:56:59 |
Dziennikarze i naukowcy odzyskują dostęp do dokumentów IPN. Przeczytają w nich m.in. o nałogach, stanie zdrowia i życiu intymnym, bo teczek nie dotyczą przepisy o ochronie danych osobowych.
Tak wynika z nowelizacji ustawy lustracyjnej, która czeka już tylko na podpis prezydenta.
Ustawa ta nie ogranicza zakresu informacji, do których dostęp byłby zakazany. Badacze historii i przedstawiciele mediów przeczytają więc np. o problemach zdrowotnych, rodzinnych, życiu erotycznym nie tylko inwigilowanych, ale również wielu osób trzecich.
Nie jest to zaskoczenie dla generalnego inspektora ochrony danych osobowych. - Takie zasady obowiązywały też dotychczas - mówi Michał Serzycki. Ustawa o ochronie danych osobowych (DzU z 2002 r. nr 101, poz. 926 ze zm.) nie ma bowiem zastosowania do materiałów zgromadzonych przez Instytut Pamięci Narodowej. Podkreśla, że media i naukowcy, jeśli zdecydują się na publikację takich informacji, czynią to na własną odpowiedzialność.
Pozwy o zniesławienie
Osoby, które ewentualnie poczują się pokrzywdzone, mogą dochodzić swoich roszczeń od osób, które opublikowały informacje, na drodze cywilnoprawnej. Podczas prac w Sejmie takie rozwiązanie nie podobało się SLD. Poseł Ryszard Kalisz tłumaczył, że obywatel powinien mieć prawo do wglądu w dokumenty zebrane na jego temat, sprostowania ich lub żądania usunięcia nieprawdziwych lub niepełnych informacji.
Jak to robią inni
Na przykład w Czechach i Bułgarii obowiązują nieco inne zasady (patrz opinie). W obu tych krajach do teczek służb bezpieczeństwa nie mają zastosowania przepisy o ochronie danych osobowych. Dane wrażliwe (np. o życiu intymnym) są utajniane i osoby zaglądające do teczek nie mogą się z nimi zapoznać, najwyżej domyśla się z kontekstu sprawy, o co może chodzić (bo mają całe dokumenty wraz z zaczernionymi fragmentami).
Opinie
Igor Nemec
szef czeskiego Urzędu Ochrony Danych Osobowych
W archiwach StB znajduje się wiele informacji o osobach trzecich. Te osoby mają prawo do prywatności, bo nierzadko dość przypadkowo znalazły się w tych materiałach. Przed wydaniem teczki zamazuje się nazwiska osób trzecich, informacje o ich życiu prywatnym i intymnym, o karalności, stanie zdrowia i stanie majątkowym. Te dane nie są udostępniane. O wyczernieniu niektórych fragmentów decydują przygotowujący teczki do czytania zainteresowanemu. Nikt raczej nie będzie cenzurował informacji, że np. na spotkaniu opozycyjnym piło się alkohol. Nie oznacza to, że pikantne szczegóły nie pojawiają się w mediach - tak się oczywiście czasem zdarza.
Iwo Iwanow
szef bułgarskiej Komisji Ochrony Danych Osobowych
U nas procedury lustracyjne nie są objęte przepisami o ochronie danych osobowych. Zawartość tzw. teczek to nie są dane osobowe. Ustawa lustracyjna w nowej wersji obowiązuje zaledwie kilka miesięcy i jeszcze nie ma wykształconej praktyki postępowania, gdy np. informacje o czyimś życiu osobistym zostaną ujawnione w trakcie lustracji. Nie miałem nawet o to pytań od zwykłych ludzi. Specjalna komisja po przebadaniu archiwów ogłasza, że ktoś współpracował ze służbami bezpieczeństwa (ale nie może np. publikować pełnej teczki). Jeśli w teczkach są informacje dotyczące osób trzecich albo tzw. dane wrażliwe, to się ich nie ujawnia.



